18 lut 2010

POLEMIKA Z ARTYKUŁEM MATEUSZA WICHARY: "SOLA SCRIPTURA: WYSTARCZALNOŚĆ PISMA ŚWIĘTEGO ."


[Poglądy pana Wichary zapisane SA kursywą ,natomiast moje opinie zapisałem pogrubiona czcionką]


 

W historii Kościoła poprzez wieki i dziś autorytet Biblii był i jest postrzegany różnie. Konserwatywne kościoły protestanckie, jako wyrosłe z Reformacyjnego powrotu do źródła chrześcijaństwa, rozumianego jako Biblia właśnie, przyznają jej najwyższy autorytet w sprawach wiary i życia. Innymi słowy, uważają, że Biblia jest w stanie być jedyną normą i najwyższym przewodnikiem w życiu i wierze: jest wystarczająca do tego zadania.

Autorytet Biblii był i jest dziś pomniejszany z przynajmniej dwóch stron, i każda z nich pomniejsza włąśnie wystarczalność Biblii. Po pierwsze, przez rzymskokatolików. Uważają, że potrzeba ich nieomylnych nauczycieli, by dobrze ją rozumieć. Podobny schemat przyjmują również różne kulty wyrosłe z chrześcijaństwa, jak np. Świadkowie Jehowy, którzy wierzą w konieczność słuchania "świadka wiernego i prawdziwego," niektórzy Adwentyści Dnia Siódmego, którzy wierzą w nieomylną jakość wykładni pisma prorokini Ellen G. White. Po drugie, przez niektórych charyzmatyków i liberałów, którym wydaje się, że Biblia, sama w sobie jest martwa - staje się Słowem Bożym dopiero dotykając nas przez działanie Ducha.


 

Po co chrześcijaninowi Biblia? Jak należy ją traktować?

Zastanówmy się nad autorytetem Biblii rozważając samą zasadę sola Scriptura, w świetle której to Pismo jest ostatecznym autorytetem oraz owe dwa zarzuty.

Sola Scrpitura - sama Biblia wystarczy

Nauczanie, tak silnie akcentowane przez mężów Bożych w historii, a nazwane z łacińskiego dogmatem sola Scriptura - tylko Pismo (jest ostatecznym i rozstrzygającym autorytetem dla odrodzonego, posłusznego Bogu chrześcijanina we wszelkich dziedzinach życia, o których się wypowiada) w zasadzie sprowadza się do przekonania co do następujących prawd:


 

Po pierwsze, że Słowo Boże jest ostatecznym autorytetem. "Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi." Biblia, jako słowa nie tylko ludzkie, ale i Boże, są ostatecznym autorytetem. Dlaczego? Bo nie ma autorytetu ponad Boga. Skoro Bóg mówi, mówi z autorytetem. Bóg po prostu ostateczny autorytet ma, bo jest Bogiem; a kiedy mówi, jego słowa mają tę samą cechę.


 

Autor zapomniał o tym, że Biblia nie pojawiła się nagle i znikąd. Powstałą we wspólnocie wierzących i kształtowała się przez stulecia (NT powstał na przestrzeni około 50 lat).

Myli się też utożsamiając Słowo Boże wyłącznie z Bibliom. Św. Paweł jest świadom tego, że orędzie które głosi też ma wartość normatywną:

1Tes 2:13 Bp "Dlatego też nieustannie dziękujemy Bogu, że usłyszawszy słowo Boże, przez nas głoszone, przyjęliście je nie jak słowo ludzkie, lecz - jak jest w rzeczywistości - jak słowo Boże. Ono też działa w was, którzyście uwierzyli."

Czy do czasu spisania Słowo Boże nie istniało?

Jezus nie polecił pisać ksiąg,(poza Ap) ale posłał Apostołów aby głosili Jego naukę.

I tutaj pojawia się ważny punkt: Słowo Boże jest nierozerwalnie związane z Bożym posłańcem:

Rz 10:14-15 Bp "Jakże więc będą Go wzywać, skoro nie uwierzyli w Niego? A jak będą wierzyć, skoro nie usłyszeli o Nim? Jak zaś będą słyszeć, skoro im nikt o Nim nie głosi?(15) A jak ktoś będzie głosił, skoro nie został wysłany? Tak też napisano: 'Jak piękne stopy tych, którzy głoszą dobro!'"

Św. Paweł ewangelizował antyczny świat przez około 30 lat i nie "wymachiwał ludziom książkom" ,ale głosił żywe słowo, którego treścią był Jezus:

1Kor 1:21-24 Bp "Skoro bowiem świat za pomocą swojej mądrości nie poznał Boga w całej Jego mądrości, wówczas spodobało się Bogu zbawić tych, którzy wierzą przez głoszenie nauki uważanej przez świat za głupotę.(22) I tak, gdy Żydzi domagają się znaków, a Grecy szukają mądrości,(23) my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego. Wywołuje to zgorszenie u Żydów, poganom wydaje się głupotą.(24) Natomiast tym, którzy są powołani zarówno spośród Żydów jak i Greków, głosimy Chrystusa jako moc i mądrość Bożą."


 

Po drugie, że owym Słowem Bożym jest Pismo Święte. Stąd: jest ostatecznym autorytetem.

Niezupełnie zgadza się to z naukami samej Biblii, dla przykładu dwa cytaty:

2Tes 2:15 Bp "Trwajcie więc, bracia, niewzruszenie w nauce, którą otrzymaliście czy przez ustne nauczanie, czy to przez nasz list."

2J 1:12 Bp "Wiele miałbym wam jeszcze do pisania, nie chciałem jednak tego czynić listownie, spodziewam się bowiem przybyć do was i osobiście z wami porozmawiać, aby radość nasza była pełna."

Obaj Apostołowie są zgodni do tego, że autorytetem jest nauka przez nich przekazana ustnie bądź to pismem.


 

Po trzecie, że w związku z tym wszelkie inne opinie głoszone przez ludzi, w tym i największych świętych i najwspanialszych teologów w historii kościoła, należy oceniać w świetle spolegliwości względem samego Pisma Świętego.

Tylko kto ma być sędziom decydującym o tym czy dana opinia jest zgodna z Pismem Św.?

W I w n.e. byli by to niewątpliwie Apostołowie (no chyba, że według Autora ich "opinie" również powinny być oceniane w świetle pism które sami napisali). Na szczęście Apostołowie pozostawili swoich "pełnomocników" aby strzegli depozytu wiary:

2Tm 4:2 Bp "głoś naukę, nalegaj - w porę czy nie w porę - przekonuj, karć, napominaj z całą cierpliwością i umiejętnością."

1Tm 6:20 Bp "Tymoteuszu, strzeż powierzonego ci dobra. Unikaj czczej gadaniny i przeciwstawnych twierdzeń, które głosi rzekoma wiedza."

2Tm 1:14 Bp "Strzeż tego cennego dobra z pomocą Ducha Świętego, który w nas mieszka."


 

Dalej, sam charakter Pisma Świętego, w przeciwieństwie do np. Urzędu Nauczycielskiego KRzK przekonuje nas o jego autorytecie. "Niebiańska treść Pisma Świętego, skutecznośc jego doktryny, majestat jego stylu, zgodność wszystkich jego części od początku do końca, fakt, że na wszystkich swoich kartach oddaje ona wszelką chwałę Bogu, pełnia objawienia jedynej drogi zbawienia - to wszystko razem wraz z innymi niezrównanymi cechami oraz Jego absolutna doskonałość - niezbicie przekonuje nas, że jest Słowem Bożym" (Londyńskie Wyznanie Wiary, I.5).

Typowy przykład pustosłowia.


 

Nie oznacza to, że reformatorzy zaprzeczali działaniu Ducha Świętego. Przeciwnie: właśnie ponadnaturalne przekonanie o konieczności zmian powodowało, że nie uginali się pod naporem sytuacji, i pomimo ryzyka reformowali w świetle Pisma kościół, bez względu na koszty. W świetle Pisma, które odkryli; którego prawdy pokochali całym sercem.

Luter miał możnych protektorów – książąt niemieckich chcących się uniezależnić od papieża i cesarza, Kalwin posiadał absolutna władzę w "teokratycznej" republice Genewskiej. W wielu państwach wyznania reformowane stały się religia państwowa, gdzie głową kościoła stawał się lokalny władca.

Pozostanie wiernym wierze katolickiej w takich krajach jak Anglia, Dania czy Holandia wiązało się z wielkimi wyrzeczeniami i dużym ryzykiem utraty życia i to często w mękach.


 

Co to w praktyce oznacza? Opinia nikogo nie może być ważniejsza niż nauczanie Pisma. Wzorem jest tu z pewnością dla wszystkich dzieci Bożych Luter, który nie zawahał się wystąpić przeciwko utartym, skostniałym, nie odrodzonym religijnym autorytetom swojego wieku - zarówno tym świeckim, jak i kościelnym.

Więc opinia Lutra też nie może być ważniejsza niż nauczanie Pisma? Poza tym Luter stał się również religijnym autorytetem.

Dlaczego? Czyżby odwoływał się do jakiegoś "wewnętrznego światła"? A może nauczania papieża? Jeśli tak, to by nas - baptystów - nie było. Luter szybko by skończył albo wydrwiony i ośmieszony, albo w jakimś odpowiedniku dzisiejszego szpitala dla obłąkanych (nota bene wielu amatorów prywatnych objawień w owych pożytecznych instytucjach kończy, i dobrze). Nie. Owszem, miał wewnętrzne przekonanie, ale ową rewolucją nie było przeciwstawianie autorytetu ludzkiego ludzkiemu - bo ani papieży, różnych nauczycieli, ani też różnorakich objawień w kościele katolickim nie brakowało, że przypomnimy choćby św. Teresę z Avili.

Należało by zapoznać się z życiem i pismami takich świętych "wizjonerów" jak Franciszek z Asyżu Terasa od Jezusa , Jan od Krzyża, Bernadetta , czy dzieci z Fatimy. Daleko im do obłędu. W ich życiu działo się wiele znaków Bóg dawał przez nich przepowiednie, a pomimo tego posiadali cnotę pokory. Zastanawiające jest to ,że we wspólnotach reformowanych brak jest takich przejawów działania Ducha Św. Niezwykłe dary nadprzyrodzone towarzyszyły Kociołowi od jego zarania: 1Kor 12:10 BT "innemu dar czynienia cudów, innemu proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków."

Rewolucją był właśnie powrót do autorytetu Pisma, jako normie władcy, której musi podlegać każdy, bez względu na swoją pozycję czy władzę czy wpływy. Ostrzu, które obnaża i które wskazuje wszystkim ludziom ich miejsce: pokornych sług Bożych, którzy mają z całego serca podążać za Bożym Słowem, wolą Króla, bez żadnych dyskusji.

W rzeczywistości władcą, któremu miał podlegać każdy bez żadnej dyskusji, nie było Pismo Św. ale lokalne głowy kościołów reformowalnych. Dla przykładu w takich krajach jak Anglia czy Genewa nieposłuszeństwo temu jedynemu autorytetowi karane było śmiercią. W Anglii , Szwecji, Dani wybuchły powstania przeciwko narzuceniu nowej wiary – krwawo i brutalnie stłumione.


 

Czy Pismo samo tego uczy, że jest ostatecznym, rozstrzygającym autorytetem? Zanim odpowiemy na to pytanie, musimy uświadomić sobie 2 sprawy:

Po pierwsze, jest tylko jeden ostateczny autorytet. Może być wiele różnych autorytetów, ale kiedy mówimy o ostatecznym, to z konieczności mówimy o jednym. Mówimy o kimś (o czymś) na co możemy wskazać i powiedzieć: tu znajduje się odpowiedź.


 

Jedynym autorytetem jest Bóg, który przemówił do nas przez Syna. Chrześcijaństwo nie jest religiom księgi ,ale religia Żywego Słowa Bożego:

Hbr 1:1-3 Bp "Bóg, który niegdyś przemawiał do ojców wielokrotnie i w różny sposób przez proroków,(2) w tych czasach ostatecznych przemówił do nas przez Syna. Jego ustanowił spadkobiercą wszystkich dóbr, przez Niego też uczynił wszystko, co jest stworzone.(3) On, jako odbicie ukazujące Jego chwałę i jako obraz Jego istoty, podtrzymuje wszystko swoim potężnym słowem. On dokonał oczyszczenia z grzechów i zasiadł w niebie po prawicy (Bożego) Majestatu."

J 14:6 Bp "Mówi mu Jezus: - Ja jestem drogą prawdziwą do życia. Każdy dochodzi do Ojca tylko przeze Mnie."


 

Po drugie, ostateczny autorytet sam siebie ustanawia. Znów, z konieczności. Bardzo dobrą ilustracją tego jest fakt, że np. Biblia nigdy nie udowadnia istnienia Boga. Dlaczego? Bo dla Boga jest to oczywiste, że On istnieje. On sam dla siebie jest przekonywujący; nie musi się upewniać co do faktu własnego istnienia. I Jego słowa wyrażają tą Jego własną pewność. Stąd, Bóg sam siebie ustanawia; jest prawdziwie ostatecznym i rozstrzygającym autorytetem, bo do żadnego innego nie sięga, aby uzasadnić swoje Słowo. Bóg nie potrzebuje żadnej "autoryzacji" swojego istnienia od nikogo. Byłoby to żałosne, zaprzeczające Jego Boskości, gdyby np. szukał w nauce potwierdzenia swojego istnienia, czy w opinii kościoła, czy kogokolwiek innego. To Jego opinia jest wiążąca; a jest taka, bo to Jego - Boga - opinia. Dlatego nie podlega wszelkiej dyskusji. Dlatego nie wymaga dla swojego istnienia żadnych innych autorytetów. Jest właśnie ostatecznym autorytetem - a skoro jest ostateczny, oznacza to, że jest suwerenny. I choć różne inne autorytety potwierdzają jego prawdziwość , nie potrzebuje tego potwierdzenia .

Bóg objawiając się człowiekowi podłużył się zewnętrznymi dowodami takim jak cuda:

Wj 4:1-7 BT "Na to powiedział Mojżesz: A jeśli nie uwierzą i nie usłuchają słów moich, mówiąc, że Pan nie ukazał mi się wcale?(2) Wówczas Pan zapytał go: Co masz w ręku? Odpowiedział: Laskę.(3) Wtedy rozkazał: Rzuć ją na ziemię. A on rzucił ją na ziemię, i zamieniła się w węża. Mojżesz zaś uciekał przed nim.(4) Pan powiedział wtedy do Mojżesza: Wyciągnij rękę i chwyć go za ogon. I wyciągnął rękę i uchwycił go, i stał się znów laską w jego ręku.(5) Tak uczyń, aby uwierzyli, że ukazał tobie Pan, Bóg ojców ich, Bóg Abrahama Bóg Izaaka i Bóg Jakuba.(6) Ponownie rzekł do niego Pan: Włóż rękę w zanadrze! I włożył rękę w zanadrze, a gdy ją wyjął, była pokryta trądem białym jak śnieg.(7) I rzekł znów: Włóż rękę w zanadrze! I włożył ją ponownie w zanadrze, a gdy ją po chwili wyciągnął, była taka jak reszta ciała."

i proroctwa: Wj 3:12 BT "A On powiedział: Ja będę z tobą. Znakiem zaś dla ciebie, że Ja cię posłałem, będzie to, że po wyprowadzeniu tego ludu z Egiptu oddacie cześć Bogu na tej górze."


 

Zastosujmy te zasady do Pisma Świętego. A więc, po pierwsze, Biblia uczy że jest Słowem Bożym, i że jako taka jest ostatecznym autorytetem.

Niestety Autor nie podał żadnego cytatu, bo takiego cytatu nie ma. Pismo Św. nie wydaje świadectwa somo o sobie ale o Jezusie Słowie Bożym: J 5:39 Bp "Badacie Pisma, bo sądzicie, że one zawierają słowa żywota wiecznego. A one dają o Mnie świadectwo!"

Skoro ostateczny autorytet jest jeden, nie ma więcej ostatecznych autorytetów. Gdyby Biblia w jakiś sposób wciąż była otwarta, wciąż niedokończona - wtedy całkiem słuszne byłoby dopisywanie nowych rozdziałów. Wiemy jednak, że żaden z nas nie może tego uczynić z kilku istotnych powodów. Nowy Testament jest objawieniem Jezusa Chrystusa, które pisane było pod bezpośrednim i widzialnym prowadzeniem apostołów, mających szczególny autorytet budowania fundamentu dla całego kościoła Pańskiego w historii (Ef 2:20-22). To im, oraz świętym prorokom, została dana tajemnica, która była niezbędna, aby kościół mógł istnieć i się rozwijać (Efezjan 3:4-12). Żaden z nas do grona apostołów nie należy. Żaden z nas Go nie słyszał; nie przebywał z nim; w końcu, nie otrzymał obietnicy wprowadzenia we wszelką prawdę (J 15:13). Oczywiście, Duch Święty nas w nią wprowadza, niemniej inaczej niż apostołów: ich bezpośrednio, a nas za pośrednictwem ich nauki. Apostołów wprowadził tak, że dzięki nim mamy Nowy Testament, który jest nauką apostolską, której się musimy trzymać, żeby właściwie czcić Boga Ojca przez Chrystusa i w Duchu; nas więc wprowadza w taki sposób, że poznajemy objawienie Boże już spisane, które jest Pismem Świętym Nowego Przymierza (2P 3:16). Niemożliwe jest więc dopisywanie czegokolwiek do Nowego Testamentu. Tym bardziej do Starego. Mamy trwać w nauce apostolskiej, żyć Słowem Ewangelii, sprawować Ustanowienia Pańskie, aż On przyjdzie (1Kor 11:26).

Niestety obraz nie jest aż tak idylliczny. Apostołowie nie zebrali się nie wydali Nowego testamentu In folio. Nowy testament obejmuje wiele utworów anonimowych W pierwszych wiekach chrześcijaństwa krążyło wiele pism które uważano za apostolskie. Kanon NT ustalony został dopiero w III / IV wieku przez Kościół. Gdyby nie dekrety Papieży i Synodów Biskupów Lutr nie miałby czego tłumaczyć.

Błędem jest też traktowanie NT jako kompendium wiary. Wiele listów św. Pawła powstało dlatego, że Apostoł nie mógł przybyć na miejsce osobiście: 1Kor 4:19 BT "Otóż właśnie przybędę wkrótce, jeśli taka będzie wola Pana, i będę zważał nie na słowa tych, co się unoszą pychą, ale na to, co mogą uczynić."1Kor 11:34 BT "Jeżeli ktoś jest głodny, niech zaspokoi głód u siebie w domu, abyście się nie zbierali ku potępieniu [waszemu]. Co do reszty, zarządzę, gdy do was przybędę." Kol 4:10 BT "Pozdrawia was Arystarch, mój współwięzień, i Marek, kuzyn Barnaby, co do którego otrzymaliście zlecenia: Przyjmijcie go, jeśli do was przybędzie -"3J 1:10 BT "Dlatego, gdy przybędę, upomnę go za jego wystąpienia i złośliwe wypowiedzi przeciwko nam. A nadto, jakby mu jeszcze było tego za mało, odmawia on udzielania gościny braciom, a tym, którzy chcą to czynić, zabrania, a nawet wyklucza ich z Kościoła.".

Nieprawdą jest też ,że autorytet w sprawach wiary ustał wraz z Apostołami. Apostołowie świadomi tego pozostawili prezbiterów "starszych" i biskupów "doglądających": Dz 14:23 BT "Kiedy w każdym Kościele wśród modlitw i postów ustanowili im starszych, polecili ich Panu, w którego uwierzyli."

Polecili im także mianować kolejnych następców: Tt 1:5 Bp "Zostawiłem cię na Krecie w tym celu, żebyś uporządkował resztę spraw i ustanowił w miastach prezbiterów, tak jak ci poleciłem."

Mieli oni taki sam autorytet i misje jak Apostołowie: 1P 5:1-4 Bp "Proszę zatem prezbiterów, którzy znajdują się wśród was, ja - także prezbiter i świadek męki Chrystusa oraz uczestnik przyszłej chwały, która ma się objawić:(2) Paście powierzoną wam trzodę Bożą, czuwając nad nią, nie z przymusu, lecz z oddaniem, po Bożemu, nie dla brudnego zysku, lecz ze szczerej chęci,(3) i nie jak ci, którzy dają odczuć swą władzę nad wspólnotami, ale jak ci, którzy stanowią wzór dla trzody.(4) A gdy zjawi się Najwyższy Pasterz, otrzymacie niewiędnący wieniec chwały!"


 

Duch Święty potwierdza w naszym sercu, że Biblia jest Słowem Chrystusowym. "Owce moje głosu mojego słuchają i Ja znam je, a one idą za mną. Lecz wy nie wierzycie, bo nie jesteście z owiec moich" (J 10:27, 26). Ktoś może twierdzić, że komuś potwierdza, że Koran jest Słowem Bożym. Jest mi to obojętne. Działanie Ducha Bożego w moim życiu jest oczywiste: popycha mnie do Biblii; sprawia, że nią właśnie się karmię. O czym to świadczy według Jezusa? Że jestem jego owcą - że znam jego głos, i że całkowicie słusznie idę za nim. Pismo potwierdza Pismo; a Duch, który nakłonił mnie do wiary w Ewangelię, potwierdza, iż w owym Słowie jest zdeponowana łaska Boża, którą mam przyjmować wiarą, aby żyć na wieki.

Gdybyś drogi Autorze miał szczęście urodzić się dajmy na to w Iranie równie żarliwie wyznawałbyś wiarę w Koran. Bo czy jesteś w stanie udowodnić, że twoje odczucia nie są autosugestią?

Oczywiście, tu ktoś może mi zarzucić, że nie odnoszę się do żadnych autorytetów, by potwierdzić autorytet Pisma. Robię to rozmyślnie i z pełnym przekonaniem. Otóż, każdy człowiek - świadomie bądź nie - ma pewien autorytet, którego nie kwestionuje; autorytet dla niego ostateczny. Niekwestionowany = ostateczny, bo nie podważalny. Który po prostu jest, i jako taki, służy za normę, za punkt orientacyjny w życiu, który weryfikuje co uznajemy za prawdę, a co za fałsz. Nie jesteśmy w stanie go dowieść, bo za jego pomocą dowodzimy. Tak po prostu jest. Pytanie, które każdy człowiek musi więc sobie zadać nie brzmi: czy wierzyć? Bo w coś wierzyć muszę. Każdy musi. Nikt nie jest w stanie udowodnić w swym światopoglądzie wszystkiego; zawsze, jeśli dostaniemy się (przez trafne pytania, głównie: "skąd wiem, że...") wystarczająco głęboko, dojdziemy do pewnych założeń wstępnych, które po prostu arbitralnie przyjęliśmy za prawdziwe. Pytanie więc brzmi: w co wierzę? Co jest moim ostatecznym autorytetem? Czy Kościół, Czy Pismo, czy moje emocje, czy dobre rady mamy?

Rz 10:14-17 Bp "Jakże więc będą Go wzywać, skoro nie uwierzyli w Niego? A jak będą wierzyć, skoro nie usłyszeli o Nim? Jak zaś będą słyszeć, skoro im nikt o Nim nie głosi?(15) A jak ktoś będzie głosił, skoro nie został wysłany? Tak też napisano: 'Jak piękne stopy tych, którzy głoszą dobro!'(16) Nie wszyscy jednak dali posłuch ewangelii. Izajasz bowiem mówi: 'Panie, któż uwierzył naszemu nauczaniu'.(17) Wiara więc rodzi się z przyjęcia słowa, a przyjęcie to następuje dzięki słowu samego Chrystusa."

Tymi posłanymi jak już wcześniej napisałem są Apostołowie i ci, którzy przez nich zostali ustanowieni nauczycielami.

Słowo Boże i głoszący je tworzą jedność. Wiarę otrzymuje się od wspólnoty i żyje się wiara trwając we wspólnocie: Dz 2:42 BT "Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwie."

Tych którzy próbują wprowadzać nowinki Apostołowie nakazują unikać: 2Tes 3:6 Bp "Bracia! W imię Pana naszego Jezusa Chrystusa nakazujemy wam, unikajcie każdego brata, który narusza porządek i nie postępuje zgodnie z podaną wam przez nas nauką."


 

Jeśli ktoś twierdzi, że owa nauka apostolska, której spisanie nadzorował Duch Święty, obecny teraz w Kościele i prowadzący nas w wierze, to za mało, zaprzecza przez to mądrości i miłosierdziu Bożemu. Jeśli bowiem przez 2000 lat Bóg nie dał czegoś, co jest nam potrzebne, lub też, że nie mówił prawdy polecając nam trwać w tym, co objawił za pośrednictwem apostołów, oznacza to, że nie mamy czegoś, co jest nam potrzebne; dalej, jest to w jawnej sprzeczności z tym, co Pismo mówi.

Czyżby Duch Św. nie nadzorował Kościoła przez 1500 lat (aż do czasów Lutra) skoro od czasów apostolskich regułą było to, że Pismo Św. autentycznie interpretowane jest przez Apostołów i ich następców: 2P 1:20-21 Bp "Przede wszystkim pamiętajcie, że nie można dowolnie wyjaśniać żadnej wypowiedzi proroka w Piśmie.(21) Bo nie z woli człowieka głoszone były niegdyś proroctwa, lecz natchnieni Duchem Świętym przemawiali święci ludzie Boży." I taka była praktyka od początku chrześcijaństwa: Św. Klemens Rzymski "List do Kościoła w Koryncie":"Chrystus pochodzi zatem od Boga , Apostołowie zaś od Chrystusa .Nauczając po różnych krajach i miastach spośród pierwocin wybierali ludzi wypróbowanych duchem i ustanawiali ich biskupami , a później dodali jeszcze zasadę ,ze kiedy oni umrą , inni wypróbowani mężowie mają przejąć ich posługę. Uważamy zatem ,że nie jest rzeczą słuszną odsuwać od tej posługi ludzi , którzy wyznaczeni przez Apostołów lub później przez innych wybitnych mężów służyli trzódce Chrystusowej."


 

Sola Scriptura (sama Biblia wystarczy) a prowadzenie Boże

Warto podkreślić, że zasada Sola Scriptura nie oznacza, że Bóg nie może nami dzisiaj kierować, dawać nam pewnych silnych przekonań, niemal namacalnie wskazywać co mamy czynić. Nie oznacza to również, że nie może nam dawać przekonania, że mamy coś komuś powiedzieć, że nie może dać nam myśli, które objawiają nam ukryte prawdy o naszych braciach czy siostrach. Nie oznacza to, że Bóg nie może nam dawać wizji.1 Niemniej oznacza to, że uznajemy w przyjmowaniu tego wszystkiego swoją omylność. Uznajemy, że Bóg nie dał nam obietnicy dostarczenia owego przesłania bezbłędnie. Możemy na to liczyć, i liczymy, że się nami opiekuje. Niemniej, nie mamy owej obietnicy bezbłędności, natchnienia. Obietnicy Bożej tego, że Duch Święty będzie czuwał nad nami w szczególny sposób tak, aby każde Słowo, które wypowiemy, było słowem "autoryzowanym" przez samego Boga; którego ostatecznym autorem jest On sam. Dlatego nie możemy powiedzieć komuś: "TAK mówi Pan:..." - bo nie jesteśmy natchnionymi autorami Pisma Świętego. Możemy powiedzieć: "Słuchaj, Bóg mnie przekonuje, by powiedzieć ci cos takiego: (....)"; albo: "Jestem przekonany, że Bóg chce, abym Ci powiedział..." - niemniej, w taki sposób, by osoba ta wiedziała, że rozmawia z człowiekiem nie natchnionym: by nasza prezentacja tych przekonań miała następujący sens: "pamiętaj, ja nie jestem natchniony(a), więc masz swą wolność chrześcijańską, by w swoim sumieniu, w świetle Pisma Świętego, rozważyć to, co ci powiedziałem(am)."


 

Więc Luter i spółka tez MOGĄ być omylni w swoich opiniach

To bardzo ważne, by nie przekroczyć owej cienkiej linii utożsamienia prowadzenia Bożego z byciem natchnionym. Niestety, jesteśmy świadkami tego, że wielu ją przekracza. I tego, co się później dzieje. Jak pycha ludzka prowadzi do mówienia różnych bzdur. Zazwyczaj wydają się stosunkowo nieszkodliwe. I w zasadzie, gdyby nie owa otoczka wywyższania siebie przez tajemnicze "tak mówi Pan" to byłoby to wręcz budujące -bo pobożne rozmowy z pewnością się Bogu podobają. Podobnie dawanie dobrych rad. Niemniej, częste przypisywanie tym ludzkim przemyśleniom znaczenia "objawienia," podobnie jak kapiąca stale woda, która powoli, niezauważalnie, wywołuje rdzę, sprawia, że chrześcijanie zamiast drżeć przed Bożym Słowem (Iz 66:2), zaczynają utożsamiać prawdziwe Boże Słowo - Pismo Święte - z owym zalewem "słów Pana" dostarczanych przez omylnych braci i omylne siostry. I z równą nieuchronnością niszczy autorytet kazań - tego, co powinno być dla chrześcijanina najważniejsze, bowiem poprzez kazanie, które jest wykładem Bożego Słowa przez dojrzałych braci, z zaakcentowaniem przez nich owych aspektów nauczania Pisma, które uważają za istotne w danej sytuacji zboru, nad którym Bóg im powierzył opiekę (Hbr 13:17), Bóg dostarcza swojemu zborowi duchowy pokarm, który jest nam niezbędny do zdrowej wiary (2Tm 3:12-17). Dalej, w konsekwencji uodparnia chrześcijan na zdrową, biblijna naukę; zniechęca pastorów do solidnego przygotowywania się do kazań, do wgłębiania się w przesłanie Pisma, zachęcając ich raczej do karmienia zboru podobna papką własnych domysłów; paradoksalnie, niszczy wszelki autorytet. Tobie Bóg mówi jedno, a mi drugie. Ty mi mówisz, żeby nie kraść, ale ja mam "słowo od Pana" że akurat w moim przypadku to nie jest kradzież, ale Bóg chce mi to dać. Ty mi mówisz, żeby nie wiązać się z niewierzącym, ale ja wiem swoje. I co? Spór nierozstrzygnięty. Jeśli Pismo przestaje być rozstrzygającym autorytetem, bardzo szybko przestaniemy być zborem Pańskim, a staniemy się gromadą niesfornych, potrafiących wszystko nagiąć pod siebie egoistów, którzy z nikim i niczym się nie liczą. I mających na to glejt od samego Ducha. Pytanie którego.

Jeszcze raz zapytam, kto ma być tym sędzia który rozstrzygnie czy dana opinia jest zgodna z Pismem czy nie? Biblia o wielu sprawach nie mówi. Dla przykładu "In vitro" grzechem czy nie? Obecnie w świecie protestanckim jesteśmy świadkami jak to Sola Scriptura jest rozstrzygającym autorytetem w praktyce. A chodzi konkretnie o związki homoseksualne i ordynacje homoseksualistów. Jak odpowiedział mi pewien protestant "ta kwestia zależy od woli pastora i zboru".


 

W końcu, w przynajmniej kilku miastach zbory baptystyczne mogły być świadkami - na przykładzie innych społeczności - ostatniego skutku utożsamiania swoich myśli (jakkolwiek by nie były pobożne) z Bożym Słowem. Bardzo przykrego skutku - rozłamu w zborze. Zazwyczaj przebiega to według tego samego schematu: nieszczęśliwy charyzmatyczny przywódca "dostaje" jakieś objawienie, które ogłasza w zborze jako Słowo Boże. Może to na przykład być "Słowo" o tym, że jakiś chory członek zboru zostanie uzdrowiony. A on jakoś nie chce wyzdrowieć, lecz umiera (po czym również nie chce niestety zmartwychwstać). Może być przekonanie o tym, że Bóg chce, żeby pastor jeździł czerwonym Porsche, i kto nie będzie na to płacił, zostanie wykluczony, bo to przecież Słowo od Pana. Albo jakieś jeszcze inne dziwne przesłania. To rodzi ból. Niszczy jedność. Wiele osób zniechęconych do wiary odchodzi, mamy nadzieję, że nie na zawsze. To rodzi zranienia, pomówienia, osądzanie, lekceważenie niedawno jeszcze walczących wspólnie ramię w ramię za Bożą sprawę braci i sióstr. Wszystko dlatego, że ktoś przekroczył ową cienką, lecz jakże konieczną do zachowania granicę. Mam nadzieję, że Bóg nas, Ciebie i mnie, Czytelniku, od tego uchroni; że da nam dość pokory, aby - bez względu na doznania, jakie przechodzimy - zawsze niewzruszenie stać na fundamencie starej, sprawdzonej, i zawsze charakteryzującej zdrowe, biblijne zbory zasadzie: tylko Pismo.

Ale czy tak nie postępowali Lutr i Kalwin. Sklecili sobie" wiarę na własna miarę" a tego kto ich nie popierał odsadzał od czci i wiary. Luter ponadto załamał ślub jaki składał i ożenił się

Sola Scriptura. Tylko Pismo jest wiążące dla mojego chrześcijańskiego sumienia. Chcesz mnie do czegoś przekonać? Pokaż mi to w Piśmie. Jesteś do czegoś przekonany, czegoś, co wydaje się wynikać z Pisma, choć nie możesz tego jasno wskazać w Piśmie? Wspaniale: podziel się tym ze mną. Niemniej, nie zmuszaj mnie już do posłuszeństwa, bo nie jesteś Chrystusem. Powiedz, co masz do powiedzenia; podziel się tym, co Bóg położył ci na serce. Będę za to wdzięczny. Jednak, powtarzam, pozostaw mi decyzję, co z tym zrobię. Wezwij mnie, żebym to sprawdził w świetle Pisma i przemodlił. I pozostaw Bogu moją decyzję. Nie zmuszaj mnie do słuchania ciebie. Jeśli jestem dzieckiem Bożym, to mam Ducha Świętego, który będzie mnie do Twojej rady skłaniał, jeśli rzeczywiście wynikała z Jego prowadzenia.

Czyli sam dla siebie jesteś autorytetem.

Sola Scriptura (sama Biblia wystarczy) a autorytet kościoła

Sola Scriptura nie neguje również autorytetu kościoła. Przeciwnie, wręcz ów autorytet potwierdza. A nawet jeszcze więcej - Pismo Święte wręcz ustanawia autorytet kościoła. Gdyby nie Pismo Święte, kościół autorytetu by nie miał. No bo niby jakim prawem zbór miałby np. moc dyscyplinować, z ekskomuniką włącznie, za odstępstwo - czy to moralne czy od zdrowej nauki? Żadnym. Niby dlaczego miałby mieć takie prawo? Nie miałby takiego prawa. Opinia człowieka przeciw opinii człowieka. Grzesznik przeciw grzesznikowi. Ale ponieważ w Mt 18:17 czytamy, że zbór ma prawo po trzykrotnym napomnieniu wykluczyć nie pokutującego grzesznika, więc mamy do tego prawo. Dlaczego niby starsi mają pilnować nauczania w zborze? "A akurat mnie dzisiaj Pan prowadzi, żeby powiedzieć kazanie, i co z tego, że pół roku dopiero jestem nawrócona. Choć jeszcze nie wiem, o czym będę mówiła. Ale lubię kazalnicę, nie przypadkowo, bo przypadków nie ma, prawda?, i Bóg na pewno nie chce mi odbierać przyjemności stania za nią." Ano, nie tak prędko. Tyt 1:7-11: starsi mają prawo pilnować nauczania w zborze. Co do nauczania kobiet całego zboru (włącznie z mężczyznami) Paweł wypowiada się równie jasno - to wbrew Jego świętej woli: 1Tm 2:12. Za tym Słowem stoi sam Bóg. Chcesz z Nim dyskutować - proszę bardzo, popolemizuj sobie z Bogiem. A my będziemy robić to, czego od nas wymaga.


 

A więc jednak są potrzebni jacyś przełożeni?. Skoro Pismo jest autorytetem to dlaczego ktoś ma mnie dyscyplinować . I najważniejsze niech pokaże mi na podstawie Pisma , że to właśnie on ma do tego prawo !

Z drugiej strony Pismo również ogranicza autorytet kościoła. Ono wyznacza mu ramy, których nikomu przekroczyć nie wolno. Kto dał papieżowi prawo do mówienia ex cathedra? Sam je sobie nadał. Niby dlaczego mam mu wierzyć jak Bogu? Przecież to tylko człowiek, a historia papiestwa dowodzi, że mądrość i prawowierność papieży pozostaje pobożnym życzeniem katolików.

Jakim prawem Kościół rzymskokatolicki uważa, że jedynie ich interpretacja Pisma jest słuszna? Nie czytam w Piśmie nic o Urzędzie Nauczycielskim Kościoła, czy prawie jego ustalania, że Maria zmartwychwstała, i że to prawda wiary taka sama jak doktryny, które widzę w Piśmie. Kto dał "prorokini" autorytet, by zmuszać członków zboru do kupowania pastorowi Porsche? Nikt. Nie widzę takiego polecenia w Piśmie. Jak chce, to może do tego zbór zachęcać, o to się modlić - niech ćwiczy swoją wiarę, skoro ma takie przekonanie. A najlepiej, niech sama da dobry przykład. I nic więcej.


 

Mt 16:17-19 BT "Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie.(18) Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą.(19) I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie."

Piotr będzie Skałą w wierze dla swoich współbraci: W przeddzień swojej męki Jezus zapowiadał uczniom: Mk 14:27 BT " Wszyscy zwątpicie we Mnie. Jest bowiem napisane: Uderzę pasterza, a rozproszą się owce." Jednak Piotrowi powierza specjalne zadanie i obietnicę wsparcia podczas "nocy wiary": Lk 22:31-32 BT "Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę;(32) ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony utwierdzaj twoich braci."

Dar Kluczy oznacza, że Jezus ustanawia Piotra jako sługę który ma czuwać nad wspólnotą (por. Mt 24:45).

Władza rozwiązywania i związywania daje Piotrowi moc ogłaszania orzeczeń w zastępstwie Jezusa ("będzie...w niebie"). Władza ta dana osobiście Piotrowi, została też powierzona całemu Kolegium Dwunastu: Mt 18:17-18 BT "Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!(18) Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie."


 

Zasada Sola Scriptura nie nawołuje również wcale do podejrzliwości wobec autorytetów ludzkich. Widać to w naszych zborach, w których przecież zazwyczaj dlatego właśnie wybieramy pastorów, że rozpoznajemy w nich pewne umiejętności tłumaczenia Pisma; że im ufamy. I bardzo dobrze - nic w tym złego. Niemniej, powinno dla nas zawsze być oczywiste iż owo zaufanie nie oznacza zaufania ślepego i bezgranicznego; że zawsze mamy prawo zastanawiać się po kazaniu z Pismem w ręku, "czy tak się rzeczy mają" bo to zaprawdę szlachetne usposobienie. Tak więc, Sola Scriptura nie przeczy potrzebie nauczycieli. Wskazuje jedynak należne im miejsce - są autorytetami, ale nie ostatecznymi, gdyż ostatecznym jest samo Pismo.

Tu tkwi błąd w rozumowaniu Autora od którego nie może się uwolnić. Owo "z Pismem w ręku". Sam dowodzi, że nie sama książka nie wystarcza potrzebna jest jeszcze osoba która ją czyta. I tu protestanci wpadają w pułapkę – już samo odczytanie (tak jak tłumaczenie z greckiego na polski) jest interpretacja. A skoro interpretujesz stajesz się automatycznie autorytetem.


 

Sama Biblia nie wystarczy - potrzeba natchnionego interpretatora?

W tej części artykułu skupię się na najważniejszym argumencie katolickim przeciwko zasadzie sola Scriptura. Kościół Katolicki twierdzi, że nie wolno każdemu człowiekowi samemu interpretować Biblii, potrzeba natchnionego interpretatora, którym jest Kościół Rzymskokatolicki. Biblia, tłumaczą, sama w sobie jest niezrozumiała. Jeśli pozostawi się jej rozumienie ludziom, a nie wyznaczy odgórnie jak ją rozumieć, to będziemy mieli 1500 fałszywych interpretacji. Czyż tego właśnie nie dowodzi rozdrobnienie i różnice zdań w protestantyzmie?


 

Pierwszy problem takiego postawienia sprawy pojawia się gdy się zapytamy: a kto tak powiedział? I dlaczego miałbym temu komuś wierzyć? Usłyszymy wtedy: "Kościół. Nieomylny, katolicki." A skąd mam wiedzieć, że jest nieomylny? Co mnie ma do tego przekonać? Jakie świadectwa na to mi zaprezentujesz? Tu okazuje się, że jest z nimi problem. Jeśli bowiem katolik odwoła się do Pisma, to zaczyna zachowywać się jak protestant - to Biblia ustanawia autorytet kościoła w tym momencie, a przecież ma być na odwrót - to kościół ma go posiadać bezpośrednio od Boga, aby mieć odpowiedni autorytet do bezbłędnego, prawdziwego wyjaśniania Pisma. Nie może przecież być tak, że Kościół Katolicki wie tylko tyle, ile w Piśmie przeczyta - jeśli na tym opiera się cały wyjątkowy autorytet Kościoła Katolickiego, to jest to lipa - na tej samej zasadzie autorytet zyskuje i protestant. A więc nie byłoby wtedy jakościowej różnicy w autorytecie: protestant i katolik rozmawiają jak równy z równym, bo żaden nie może wykazać się jakąś wyższością, a przecież właśnie o tej wyższości katolicy, jako Natchnieni Interpretatorzy Pisma, są przekonani. Cóż więc? Okazuje się, że mam wierzyć, że kościół katolicki jest nieomylny, bo po prostu jest nieomylny, a mówiąc tak ma rację, bo po prostu ją ma i już. Innymi słowy: argumentów brak. Kościół staje się samo-ustanawiającym się autorytetem, na wzór Pisma Świętego w protestantyzmie.

To oznacza, że Kościół katolicki uważa, że jest lepszym ostatecznym autorytetem niż Pismo Święte. Lepiej ufać nam, naszemu zrozumieniu Pisma Świętego, niż samemu Pismu, twierdzi. W porządku więc: zbadajmy w jaki sposób kościół katolicki w historii owym ostatecznym autorytetem się okazywał.


 

Autorowi bark znajomości autentycznego nauczania Kościoła.

Słowo Boże i Magisterium tworzą jedność. Jedno bez drugiego nie może istnieć i traci sens.

Owo protestanckie "człowiek z Pismem w reku" zastąpione zostaje przez katolickie "Słowo Boże tak jak je Kościół wyjaśnia".

Dz 8:30-34 Bp "Gdy Filip dobiegł, usłyszał, że czyta proroka Izajasza. Zapytał więc: 'Czy ty rozumiesz, co czytasz?'(31) Odpowiedział: 'Skąd bym mógł, skoro mi nikt nie objaśni' i poprosił Filipa, aby wsiadł do wozu.(32) A urywek Pisma, który czytał, był następujący: 'Jak owca na zabicie prowadzona, jak milczący baranek, gdy go strzygą, tak on nie otwiera ust.(33) W chwili uniżenia nie przyznano mu słuszności, któż opisze jego ród, bo życie jego z ziemi będzie wymazane'.(34) Zapytał dworzanin Filipa: 'Proszę cię, o kim to prorok mówi, o sobie, czy o kimś innym?'"


 

Święty Piotr bardzo dobitnie wyjaśnił konieczność istnienie Autorytetu wyjaśniającego sens Słowa Bożego i chroniącego go przed błędną interpretacja: 2P 3:15-17 Bp "A cierpliwość Pana naszego uważajcie za zbawienie, jak to dzięki udzielonej mu mądrości napisał wam również umiłowany brat nasz Paweł.(16) Pisze też o tym i we wszystkich listach. Są w nich pewne sprawy trudne do zrozumienia, które niedouczeni i nieutwierdzeni przekręcają na własną swoją zgubę, podobnie jak inne Pisma.(17) Wy natomiast, umiłowani, wiedząc już o tym, strzeżcie się, abyście nie dali się uwieść błędom ludzi bezbożnych i zachowali swą stałość."


 

Jaką więc Kościół Katolicki prezentuję alternatywę dla osobistego osądzania interpretacji Biblii? Cóż takiego proponujecie w zamian? Odpowiedź brzmi niezmiennie: my mamy specjalnych, nieomylnych fachowców od tego, by mówić Ci, w co wierzyć. Oni nas jednoczą. Popatrz na protestanckie rozdrobnienie i naszą jedność. Wasz stan to prosty skutek odrzucenia owego wspaniałego błogosławieństwa, jakim jest nieomylny Urząd Nauczycielski Kościoła.

Prosta obserwacja – co zbór to inna wiara.

To bardzo silny argument psychologiczny. Szczególnie dobrze działa na tych, którzy nie mają zielonego pojęcia o nauczaniu Pisma, których w życiu do niego nic nie ciągnęło, i którzy z prawdziwą radością pozostawiają jego poznawanie w rękach owych Wykwalifikowanych Fachowców. Dalej, wydaje się to być potwierdzone praktyką z innych dziedzin - każda dziedzina wiedzy ma swoich fachowców, którzy są w danej sprawie autorytetami. Dlatego przeciętnemu katolikowi nauczanie to wydaje się słuszne i sensowne.

Podobnie jak przeciętnemu protestantowi wydaje się słuszna sensowna zasadza "samo Pismo", a rzeczywistości jest ofiara psychologicznego oddziaływania Pastorów. "Szczególnie dobrze działa na tych, którzy nie mają zielonego pojęcia o nauczaniu Pisma, których w życiu do niego nic nie ciągnęło, i którzy z prawdziwą radością pozostawiają jego poznawanie w rękach owych Wykwalifikowanych Fachowców".

Cóż na to odpowiemy? Przede wszystkim, rzeczywiście, istnieje podobieństwo pomiędzy "fachowcami od Pana Boga" i fachowcami z innych dziedzin, niemniej jednak niepełne. Żaden komputerowiec, choćby najlepszy i mający wielki posłuch, nie będzie twierdził, że jest nieomylny w sprawach komputerów. Twierdzenie takie może mogłoby zrobić wrażenie na nieuświadomionym plemieniu w centrum Afryki, ale dla każdego, kto choć trochę się na nich zna, będzie naiwne i zarozumiałe. Podobnie z innymi dziedzinami wiedzy. Innymi słowy: czym innym jest wskazanie na potrzebę autorytetów w danej dziedzinie, a czym innym przypisywanie im nieomylności. Z pewnością więc uzasadnione czy nawet konieczne jest istnienie autorytetów w sprawach wiary. I zasada Sola Scriptura wcale temu nie przeczy: przeciwnie, owe ludzkie autorytety nawet ustanawia (o czym już napisałem - o autorytecie kościoła). Niemniej, zasada Sola Scriptura sprzeciwia się wskazywaniu na jakiegokolwiek fachowca ludzkiego z przekonaniem, że jest on nieomylny. Wszyscy fachowcy, choćby najlepsi, mogą się pomylić. Dlatego mamy prawo ocenić, czy rzeczywiście się na swojej robocie znają. Jak? Sprawdzając ich zrozumienie Pisma w samym Piśmie.

Skoro zasada Sola Scriptura sprzeciwia się wskazywaniu na jakiegokolwiek fachowca LUDZKIEGO z przekonaniem ,że jest on nieomylny to :

w takim układzie Apostołowie wykroczyli przeciw Pismu twierdząc ,że przepisy Prawa nie obowiązują pogan i jeszcze przypisali sobie asystencje Ducha Św.: Dz 15:28 Bp "Natchnieni Duchem Świętym postanowiliśmy nie nakładać na was żadnych ciężarów, prócz rzeczy koniecznych,"


 

Następna część odpowiedzi to bliższe przyjrzenie się owym nieomylnym autorytetom, których oferuje Kościół Katolicki. Jest z nimi pewien problem. Otóż przede wszystkim, ciężko na nie wskazać, a co za tym idzie, w zasadzie nie można ich poznawać i na nich polegać. Kto w zasadzie jest nieomylny? W praktyce jest to biskup, czy nawet proboszcz, gdyż dla świeckiego katolika to oni reprezentują hierarchię kościoła, w której gdzieś owa nieomylność jest zdeponowana. Spróbuj jednak zacytować któregoś z nich w dyskusji z katolickim apologetą. Od razu okaże się, że jesteś w błędzie; że tak naprawdę to nie oni są nieomylni. A więc kto? Teolodzy? Teolodzy również nie są nieomylni, gdy trzeba - czyli gdy są niewygodni (co oczywiście nie przeszkadza powoływać się na ich zdanie, gdy potwierdzają tezę naszego dyskutanta). Szukamy dalej - sobory. Sobory, co ciekawe, również wcale nie są nieomylne. To znaczy, w zasadzie są nieomylne (nie można temu oficjalnie zaprzeczyć), ale w praktyce są. Znów - kiedy trzeba. Czyli, taki na przykład Sobór Trydencki, gdy rozmawiasz z katolikiem bardziej znającym Pismo Święte, jako niewygodny, jest lekceważony. "Przypatrz się przyjacielu nauczaniu 2 Soboru Watykańskiego" radzi ci z uśmiechem. Gdy mu zwrócisz grzecznie uwagę, że zdaje się, wszystkie sobory kościoła katolickiego w równej mierze są obowiązujące, oraz że Vaticanum 2 w żadnej mierze nie wycofał poprzednich twierdzeń doktrynalnych, uśmiech zniknie z jego twarzy. Okaże się, że we wstrętny sposób się czepiasz. Jeśli wytłumaczysz mu, że nie, że po prostu poważnie zastanawiasz się nad owym błogosławionym Nieomylnym Głosem Kościoła, który przecież nie objawił się w połowie XX wieku, lecz niezmiennie prowadzi, zdaniem katolików, ich w prawdzie 2000 lat, okażesz się szczególnym impertynentem.

Ignorancja czy złośliwość Autora tekstu?

Jak wiadomo każdemu katolikowi nieomylny jest osobiście Papież, oraz kolegialnie Papież i biskupi w jedności ze swoja głową, gdy uroczyście definiują prawdę wiary zawartą JUŻ w Słowie Bożym, żadnego nowego Objawienia nie otrzymują.

Autor przytacza też bajkę o braku ciągłości nauczania przed i po Soborze Watykańskim II. Jak wiadomo odczytywanie Słowa Bożego jest jednocześnie refleksją nad Nim, więc nie ma co się dziwić, że i w sprawach wiary mamy odczynienia z rozwojem.


 

Zastanówmy się więc: skąd taka reakcja? Ano stąd, że jeśli rzeczywiście Vaticanum 2 wprowadził istotne zmiany, i to takie, które dezaktualizują nauczanie niektórych wcześniejszych soborów, to najwyraźniej nie ma nieomylnego, wciąż tego samego głosu prowadzącego niezmiennie katolików przez 2000 lat. I trzeba to przyznać. I to boli; boli uświadomienie tego oczywistego faktu. Bo jeśli zmiana nastąpiła, to nastąpiła; znaczy się - coś się zmieniło. Czyli: z czegoś się wycofaliśmy i twierdzimy coś innego.

Kolejny przykład pustosłowia . jakież to istotne zmiany w dogmatach wprowadził ostatni Sobór? Należy odróżnić kwestie doktrynalne od dyscyplinarnych. Podczas gdy pierwsze są nieomylne i niezmienne , te drugie Kościół może zmienić. Dla przykładu weźmy liturgię :Dogmatem wiary jest to ,że Msza uobecnia/ponawia Ofiarę Krzyżową (i tu Sobory Trydencki i Watykański II są zgodne), jeśli chodzi o język w jakim sprawowana jest Msza jest to kwestia dyscypliny.


 

Jeśli natomiast trafimy na konserwatywnego katolika, który twierdzi, że zmiany nie ma, czyli Urząd Nauczycielski wciąż głosi to samo, czy to Trydent czy sobory watykańskie, pojawia się kolejny problem. Które sobory są obowiązujące? Które opinie papieży są obowiązujące? I jak odróżnić te obowiązujące i nieomylne od tych nieobowiązujących i omylnych?

Trzeba z uwagą czytać teksty Magisterium, nie są przecież pisane szyfrem. Nieomylne orzeczenia maja przecież charakter DEFINICJI .

Przypatrzmy się papieżom, z którymi sprawa wygląda podobnie. W praktyce prawie zawsze jest nieomylny (szczególnie obecny w naszym, rozmiłowanym w nim kraju). Ale jak trzeba, to nieomylny nie jest. Trzeba wtedy, gdy coś w życiorysie przeczy chwalebnemu przekonaniu o nieomylności. Na przykład Papież Victor /192/ najpierw zatwierdził montanizm a później go potępił. Liberiusz /358/ przyzwolił na potępienie Anataziusza i przyznał się do arianizmu, by móc wrócić z wygnania i odzyskać swój tron biskupi. Grzegorz I /785-790/ nazwał antychrystem każdego, kto przyjąłby miano uniwersalnego biskupa; a w przeciwieństwie do tego Bonifacy III /607-609/ pozwolił nadać sobie ten tytuł przez cesarza. Eugeniusz IV /1432-1439/ zatwierdził sobór w Bazylei i przywrócenie kielicha eucharystycznego Czechom; Pius II /1458/ to odwołał. Hadrian II /867-872/ zawyrokował, że cywilne małżeństwa są ważne; gdy zaś Pius VII /1800-1823/ potępił je. Sykstus V /1585-1590/ opublikował edykt o Biblii i bullą zalecał, aby ją czytano; natomiast Pius VII potępił czytanie Biblii. Przykłady można mnożyć. Ważna jest obecna ich interpretacja, w myśl zasady: jeśli fakty nie dowodzą naszej tezy, tym gorzej dla faktów. Okaże się, że pomimo tego, iż dany papież wydawał w swoim mniemaniu wiążące dla kościoła opinie, wcale takie nie były. Jakim prawem? Takim prawem, że on umarł, a my żyjemy i ustalamy, kto i co jest nieomylne. Jacy my? I skąd wiemy, że ktoś nas po śmierci nie uzna za omylnych? Znów się czepiasz!

Szkoda że Autor nie podał , jakiego "dzieła" zaczerpnął te rewelacje. Bardzo często spotykam się z tym ,że protestanccy fachowcy operują "faktami" historycznymi bez podania źródła, a jeśli już to robią to okazuje się ,że jest to publikacja jakiegoś innego pastora.

Podobnie sprawa ma się z Doktorami Kościoła, którzy zdaje się, również są nieomylni. Tu sprawa wygląda już zupełnie beznadziejnie, gdyż wielu z nich nie tylko przeczy sobie nawzajem, ale nawet niektórzy z nich zmieniali swoje poglądy w czasie życia (całkiem normalne skądinąd i ludzkie, trudno ich za to winić, choć również trudno uznawać za nieomylnych), co tworzy problem w zasadzie nierozwiązywalny, które z ich przekonań uznawać za słuszne i nieomylne, a które nie.

Oczywiście jest to bzdura. Kościół nigdy takiej nauki nie głosił.

Tuż przed podsumowaniem próbka owych nieomylnych tekstów, które mają zwykłym wierzącym pomagać w wierze, dając im właściwe zrozumienie Pisma Świętego:
[UWAGA CYTATY PODANE PRZEZ AUTORA ODBIEGAJĄ „NIECO” OD OFICJALNYCH TŁUMACZEŃ]* "Kościół rzymskokatolicki ma prawo do przymuszania siłą do wiary. Twierdzenie, że KRK może jedynie stosować perswazję i przekonywanie, i że przymuszanie siłą jest przekroczeniem ze strony KRK jego władzy, jest heretyckie, gdyż "Bóg obdarzył Kościół mocą nie tylko kierowania przez radę i przekonanie, ale i nakazywania poprzez prawa, wymuszanie i przymuszanie siłą niestałych i upartych za pomocą zewnętrznych sądów i zbawiennych kar". (Auctorem Fidei)

* "Palenie heretyków jest zgodne z wolą Ducha św. Zaprzeczanie temu jest zgubną herezją, obraźliwą i szkodliwą dla wiary." (Exsurge Domine)

* "Posłuszeństwo każdej ludzkiej istoty biskupowi rzymskiemu jest niezbędne do osiągnięcia zbawienia." (Unam Sanctam)

* "Wprowadzenie do użycia języka narodowego do modlitw liturgicznych - jest fałszywe, zuchwałe, zakłócające pokój dusz". (Auctorem Fidei)

* Zgubnym dla wiary błędem jest twierdzenie, że "bez miłości nie ma prawdziwego posłuszeństwa wobec Prawa" (Ex Omnibus).

* "Zgubnym dla wiary błędem jest twierdzenie, że "Żadna łaska nie przychodzi inaczej jak tylko przez wiarę". (Unigenitus)

* Zgubnym dla wiary błędem jest twierdzenie, że "Kościół, czyli cały Chrystus, ma jako głowę wcielone Słowo, lecz członkami są wszyscy święci" (Unigenitus).

* "Poznanie tajemnic religii nie powinno być przekazywane kobietom poprzez czytanie Pisma Świętego." (Unigenitus)

* "Zgubnym dla wiary błędem jest twierdzenie, że "Zabranie z rąk chrześcijan Nowego Testamentu, bądź trzymanie go zamkniętego dla nich poprzez odebranie im środków umożliwiających jego zrozumienie, to zamykanie przed nimi ust Chrystusa." (Unigenitus)

* "Zgubnym dla wiary błędem jest twierdzenie, że "Zakazywanie chrześcijanom czytania Pisma Świętego, a szczególnie Ewangelii, jest zakazywaniem synom światłości korzystania ze światła oraz powodowanie, iż cierpią oni pewnego rodzaju ekskomunikę" (Unigenitus)


 

Jeśli Autor uważa ,że potępienie herezji Lutra i pokrewnych jest dowodem na omylność kościoła to już jego problem ;).Przytoczone dokumenty stanowią specyficzny rodzaj literacki, są to potępienia heretyckich tez. jest to zbiór wypowiedzi jakiegoś autora np. Lutra, które Magisterium uznało za heretyckie. I interpretować należy je w kontekście historycznym.
Podsumowując: Urząd Nauczycielski nie zdaje testu na ostateczny autorytet. To autorytet wirtualny, kształtowany dla potrzeb bieżących trendów w kościele katolickim. Bardzo niechętnie ujmowany w jakieś ramy, gdyż jakiekolwiek wyraźne ujęcie owego "nieomylnego drogowskazu" grozi odkryciem prawdy, że król jest nagi; że kościół się myli, że zmienia swoje przekonania. I bardzo niechętnie przedstawiany protestantom. Nam, oraz świeckim katolikom, pokazuje się tylko ogólną koncepcję, reklamując ją słuszną skądinąd potrzebą fachowców również w dziedzinie teologii. Pamiętajmy jednak, że potrzeba fachowców to nie to samo, co roszczenie sobie prawa do nieomylności - nie dajmy się więc tej argumentacji zwieść.

Podejście do homoseksualizmu, rozwodów i aborcji w krajach protestanckich dobitnie dowodzi ,że "samo Pismo" to iluzoryczny autorytet.

Jaka więc jest alternatywa? Bardzo prosta. Uznajmy, że nie ma natchnionego interpretatora; że każdy jest odpowiedzialny za zrozumienie Słowa Bożego i nie może zrzucić tego obowiązku na kogoś innego. Oczywiście, nie każdy jest tak samo obdarowany do tego, aby Słowo to rozumieć i wykładać: Bóg dał Kościołowi dar nauczycieli właśnie po to, aby ci, którzy mają trudności z przebiciem się przez znaczenie Pisma Świętego, mieli pomoc. Niemniej, nie zaprzeczając ważnej roli nauczycieli, naukowców, którzy w pełen szacunku sposób prowadzą studia nad księgami Pisma, należy sobie jasno powiedzieć, że każdy chrześcijanin, zdając dobie sprawę zew swych ograniczeń (Rz 12:3), bez nieuzasadnionego braku zaufania do nauczycieli, jest jednak odpowiedzialny za to, co przyjmuje, pamiętając, że od tego zależy jego doczesność i wieczność (Gal 1:8; 1Kor 15:1-2).

Co praktyce przekłada się na to ,że każdy wieży jak chce i jak mu się podoba.

[Dalszą cześć artykułu opuszczono, ponieważ Autor zajmuje się relacja miedzy autorytetem Pisma , a "wewnętrznymi oświeceniami" co jest sprawa wewnątrz-protestancka. Pominięto tez pdsumowanie w którym streszczone zostały "zalety" zasady Sola Scriptura ]